Wyłącz ziemniaki
Porąbało się. I to grubo. Z dnia na dzień, bez ostrzeżenia, bez żółtej kartki.
Porąbało się. I to grubo. Z dnia na dzień, bez ostrzeżenia, bez żółtej kartki.
Miała na imię Helena. Była piękna. W oku błysk, w sercu ogień, przed nią cały świat.
Nie wiem jakim typem pokolenia jestem. Czy iksem, czy igrekiem, czy u-umlałtem jakimś. Nie wiem, czy w ogóle warto te pokolenia nazywać. W sumie jest mi to obojętne.
Trwało prawie pół roku, ale już jest. Krótki zapis lankijskich momentów.
Obiecałam ostatnio, że napiszę wtedy, gdy kosztem nie będzie ani czas dla mojej rodziny, ani sen. Dziś jest ten dzień. Idzie wiosna.
W Basta-głowie ostatnio szał. Rozprawa z aksjomatem, rozmowy z samą sobą do białego rana, jeden krok w przód, a dwa w uliczkę. Dzieje się świat.
Ostatnio trochę ćwiczę. Niestety nie mięśnie brzucha (choć te czasami płoną od nieokrzesanego rechotu), a mięśnie moich nawyków.
Był taki czas, kiedy wszyscy znajomi zaczynali się żenić lub wychodzić za męża.
Ostatnio trochę przepadłam. Wiem. Mam jednak dobre wytłumaczenie.
A szkoda. Pewnie niektórych nie musiałabym się uczyć na własnych guzach.
Muszę jutro wstać o piątej. Niektórzy twierdzą, że to świt, ptaszki ćwierkają i nowy-dzień-hooray. Dla mnie to środek nocy.