Wyłącz ziemniaki
Porąbało się. I to grubo. Z dnia na dzień, bez ostrzeżenia, bez żółtej kartki.
Porąbało się. I to grubo. Z dnia na dzień, bez ostrzeżenia, bez żółtej kartki.
Była równaniem. Wynikiem prostych ciągów przyczynowo-skutkowych. Cieszyła się, gdy ktoś ją chwalił, smuciła, gdy mówili, że gruba i brzydka. Kręgosłup był na miejscu, choć od dawna czuła, że już nie pierwszej świeżości. Systematyczne łamanie zostawiło po sobie kontuzję. Nie jednak taką, żeby nie móc popatrzyć na słońce. W samo południe. Bez okularów. Bez-czelnie.
To był upalny dzień. Nad asfaltem unosiła się przezroczysta łuna tańczącego powietrza. Za dzieciaka zawsze się temu dziwiła. Bo jak można widzieć niewidzialne...
Była zwykłą dziewczyną. Taką z krwi i polskiej kości.
Miała na imię Helena. Była piękna. W oku błysk, w sercu ogień, przed nią cały świat.
Nie wiem jakim typem pokolenia jestem. Czy iksem, czy igrekiem, czy u-umlałtem jakimś. Nie wiem, czy w ogóle warto te pokolenia nazywać. W sumie jest mi to obojętne.
Trwało prawie pół roku, ale już jest. Krótki zapis lankijskich momentów.