Przyszła na mnie pora
Jeśli widzisz ten post, to znak, że w moim życiu się dzieje.
Jeśli widzisz ten post, to znak, że w moim życiu się dzieje.
Każdy manager pracuje czasami po godzinach. Bo kryzys do ogarnięcia, bo klient piłuje, bo dzień okazał się zbyt krótki.
To jest historia prawdziwa. Dla mnie niełatwa, bo swego czasu kosztowała mnie bardzo dużo energii.
Dziś o koncepcie, który jest w środowisku pracy dość mało popularny. Być może to dlatego, że właśnie powstał. W mojej głowie.
Polacy planują. Inne nacje również, ale z moich doświadczeń wynika, że my robimy to z prawdziwą, niekłamaną namiętnością.
Ludzie lubią ludzi. Reguła podobieństwa jest w tej kategorii bezwzględna. Długo nie wyżyjemy bez kontaktów z sobie-podobnymi. Ot, stwierdzenie. Prawda ludowa taka.
Polska lubi debatować. A to o wyższości Chrystusa nad Siddharthą, a to o jedynym, właściwym sposobie na wychowanie dzieci, a to o tym kim i jaki powinieneś być, jak już wreszcie dorośniesz.
Dużo ostatnio czytam o jakości człowieka. O tym, co stanowi o jego wartości, tanio- lub drogo-cenności, a w konsekwencji ogólnopojętym dobrostanie.
Dużo się w ostatnich latach pisze o "języku sukcesu". Skrajnie sekciarskie skrzydło tej filozofii, w uproszczeniu twierdzi, że jesteś tym, czym mówisz, że jesteś.
Ostatnio dostałam od Was wiele wiadomości, w których pytacie o pieniądze. Podwyżki, negocjacje wynagrodzenia, widełki płacowe. To chyba znak, że połowa roku zaczyna finansowo swędzieć, a w głowach kwitną myśli o zmianach. Najlepiej na koncie.
Manager też człowiek. Nie wszystkich naturalnie lubi, nie ze wszystkimi mu po drodze. Mając jednak zespół, te drogi często się krzyżują. I bardzo dobrze.