Pięć powodów, dla których warto odwiedzić Japonię (z dzieckiem)
23 czerwca 2016 Życie 17 komentarzy

Pięć powodów, dla których warto odwiedzić Japonię (z dzieckiem)

Od pięciu godzin powinniśmy już siedzieć w samolocie do Warszawy. A tu klops, ubaraszung, heca taka.

Samolot nasz się obraził i podobno przestał działać. Załoga uspokaja. Mówią, że dziś wylecimy. Do końca „dziś’ jeszcze jakieś 8 godzin.

Zen.

Wyjeżdżamy z Japonii kompletnie zakochani.

W ludziach, filozofii życia, zapachu, jedzeniu, miejskiej mądrości. Ale o tym zaraz. Na początku bowiem należy Ci się krótkie wprowadzenie, drogi Basta-Czytelniku.

Lecieliśmy do Tokyo z lekką dozą niepokoju. Że tylko na 6 dni, więc po co w ogóle. Że z dzieckiem w ten tłok, w ten upał, deszcz, czy nie-daj-Budda jakieś trzęsienie podłogi. Że miast przecież nie lubimy, a tu znowu ta daam – duże, świetliste i na pewno brudne. No i – co chyba było największą naszą obawą – że umęczymy się na maxa, a Tola będzie z wielkomiejskich nudów marudna, nosem kręcąca i z lekka jakby irytująca.

Dlatego właśnie martwić i projektować przyszłości nie wolno nam nigdy i pod żadnym pozorem.

Podróż była (i w sumie jeszcze jest) fantastyczna. Z kilku powodów.

  1. Japończycy to najmilszy naród na Ziemi. Czasami wprawiało nas to w lekkie zakłopotanie. Na przykład, gdy pani o połowę ode mnie niższa, chudsza i w domyśle słabsza fizycznie (nie mówiąc już o zestawieniu z Basta-mężem) – z uśmiechem dźwigała mój plecak, niosąc go do hotelowego pokoju. I nie, nie dało się skutecznie zaprotestować. To taki rodzaj gościnności. Ale nie o tych paniach przecież chciałam… Ludzie na ulicy są po prostu idealnie przystosowani do życia w społeczeństwie. Nikt się nie pcha (nawet do pociągów, które na pierwszy rzut oka są już maxymalnie zatłoczone), nikt nie wbija nikomu łokcia pod żebro. Jak idziesz z dzieckiem, ludzie pomogą Ci wejść, wyjść, przejść, co-ci-trzeba. Jest w tym kraju coś takiego, co czuje się w powietrzu. To jakby jakiś hormon zaufania. Rowery stoją na ulicach nieprzypięte i nikt ich nie kosi. Towary są niezabezpieczone. Ludzie, ludziom tak zrobili. Bo ufają, że warto. No i warto. Dla Polaka to odkrycie. Jakże miłe.
  2. Jedzenie masakruje. Kilka zdjęć wrzuciłam na instagram. Nie mogłam się powstrzymać. To był jakiś totalny, kulinarny orgazm. Zajadając kolejne porcje, tylko się na siebie gapiliśmy. Często bez słów. Onomatopeje za to jechały sążnie. Nawet Tolka przyznała, że pierogi wcale nie są jedynym, słusznym pożywieniem. Byliśmy już w kilku, światowych kulinarnych mekkach. Ta jest najlepsza. Absolutnie bezkonkurencyjna.
  3. Dziecko w podróży uczy się najlepiej. I nie chodzi mi o to, że Tolka potrafi się przywitać po japońsku. Mówię o tym, że od małego kuma, że świat to nie tylko Polska. Że każda kultura ma się inaczej. I, że inaczej nie znaczy źle. Tylko inaczej. No właśnie. Proste, a tak czasami potwornie trudne do zrozumienia. W Japonii, przez to, że wszystko jest takie poręczne i przyjazne, ta nauka jest bardzo przystępna, bezbolesna i jakaś taka kompaktowa.
  4. Wózek wjedzie wszędzie. Metro ma podjazdy, windy i inne takie. Pamiętam, jaką wózkową gehenną wydawał mi się NYC. Tokyo pomaga i wita rodziny z dzieciakami. Tłumy w turystycznych dzielnicach też da się przeżyć. Jak się nie pchasz na główne ulice w godzinach szczytu, to jesteś bezpieczny. Co więcej – szczęśliwy. Bardzo.
  5. Bo wszyscy mówią, że się nie da. I nie mają racji. Gadają, żeby gadać. Żeby pomarudzić trochę. Jak ktoś lubi – jego sprawa. Ja nie lubię. Ani gderać, ani słuchać cudzego. Nie posłuchaliśmy więc i na dobre nam wyszło. Tokyo stało się ulubione.

Jeszcze, gdyby tylko ten lot wreszcie wystartował.

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

Szczególnie że młodsza potomkini czeka.

Stęskniliśmy się.

Z uśmiechem i dobrem w głowie – wracamy.

Lubię wracać.

Sobą do siebie.

17 komentarzy
Poprzedni Wybieram wpływ Następny 13 rzeczy, których nikt mi wcześniej nie powiedział

Zrezygnuj

Też tak uważam, że dziecko to nie problem w podróży i w życiu (piszę tak, bo dla wielu dziecko bywa i problemem życiowym…). Polecam Ci lekturę książek Tiziano Terzani, on to dopiero był zakochany w tych rejonach świata. Spodoba Ci się, gwarantuję!

paulinabasta.com

Dzięki Luk. Spieszę donieść, że właśnie nam odwołali lot do domu. To chyba jakieś przeznaczenie. Tolka w siódmym niebie. Śpiewa, podskakuje, ogólna radość 😉

Marcelina

Fantastyczna podróż!!! Musiało być bajecznie 😀 Nigdy nie zapomnę jak z moim 8-miesięcznym synkiem koczowaliśmy 16 godzin na lotnisku ponieważ samolot nie chciał wystartować do kraju wiecznych mgieł 😉 Nadmienię tylko, że nie od początku było wiadomo, że potrwa to 16 godzin. Jak sobie przypomnę moją pierwszą reakcję to śmiać mi się teraz chce: „że jak ja tu tyle wytrzymam z moim dzieckiem, że zaraz nie będę miał go czym nakarmić”. W ogóle biedne się obsika, wpadnie w histerię i wykończy siebie i nas”. Okazało się, że sami siebie wykończyliśmy takim myśleniem. Dziecku w ogóle nie robiło różnicy czy śpi w lotniskowym wózku czy może na kanapie albo u taty na ramieniu… Ogrom lotniska, świateł wręcz go fascynował. Był mega wyluzowany i radosny 😉 Konkluzja jest taka, że granice to my mamy ale w naszych głowach i niestety czasami lubimy je stawiać również innym :-/ Gratuluję podróży 🙂 Będziecie mieć na pewno fantastyczne wspomnienia. Jak mawia moja mamuśka Zofia „dziecko, wszystko Ci mogą zabrać ale wspomnień NIGDY! – jedź!”

Jak tak widzę takich odważniaków jak Ty to od razu dodaje mi to motywacji do własnych wypraw. Zawsze znajdę jakiś wykręt, a to Zośka za mała, a to kaski brak albo czas nie odpowiedni. Na szczęście coraz mniej wykrętów, coraz więcej realnych działań by wyjechać w miejsca wymarzone. Dzięki za kopa Basta!

paulinabasta.com

Przyjemność, Seb! Świat jest cudny.

Będą zdjęcia? Chętnie pooglądałabym. Sama podróż musiała być niesamowitym przeżyciem dla Małej 🙂

paulinabasta.com

Jest kilka na instagramie. Planujemy zmontować jakiś film – podobnie jak po podróży z małą do Panamy (na blogu jest post z tamtej podróży), ale to pewnie jeszcze chwilę potrwa. Ściskamy z bazy 🙂

Właśnie jestem w Korei i tu też ludzie są bardzo pomocni- musiałam pewnej pani niemalże wyrwać mój plecak z rąk, bo przecież takiej samej była postury, a chciała nieść… I chętnie zagadują, jak cżłowiek wygląda na zagubionego, co dla mnie jest totalną nowością…

Kocham ten kraj <3 Fascynuje mnie od dawna, mam nadzieję, że uda mi się w nim kiedyś trochę pomieszkać. 🙂

Magda Grabowska

Ja właśnie wróciłam z kilkudniowego wypadu na Słowację. Mottem tej wycieczki ogłosiliśmy hasło: „Ważne, że jest zdrowie” 🙂

Kiedy siedzieliśmy w cieniu pod miejscowym sklepem (chowając się na chwilę przed lejącym się z nieba żarem) podeszło do nas kilku Słowaków i spytało, czy nie będzie nam przeszkadzać, jeśli włączą głośną muzykę… Kilka minut później podeszli z prośbą o polecenie polskiej piosenki. Potańczyliśmy trochę i porozmawialiśmy. Potem wpadaliśmy na siebie kilkakrotnie. Za każdym razem rozmawialiśmy. I za każdym razem, kiedy przestawaliśmy się rozumieć – my – pełna konsternacja i pot na czole, kiedy próbowaliśmy im wytłumaczyć – oni – kufle w górę i okrzyk „Ważne, że jest zdrowie!”.

Świetni ludzie. Nasze przemyślenia po tych spotkaniach – ludzie są tak po prostu fajni. I wtedy jest najlepiej 🙂

paulinabasta.com

Ważne, że jest zdrowie 🙂

Witold Iwicki

Gratuluję, rodzice podróżujący z małymi dziećmi to niestety wciąż wyjątki, a przecież poznawanie świata zwłaszcza w młodym wieku dostarczawielu bodźców do rozwoju. Jedna mała uwaga, podróżujemy do Tokio, nie Tokyo, warto pisząc publicznie szanować zasady języka.

paulinabasta.com

Cześć Witold,
jak człowiek przez całą podróż patrzy na wielkie znaki, pisane przez igreka, potem posyła je w świat.
Sama jestem mocno zorientowana na poprawną polszczyznę, ale często dopuszczam jakieś elementy plastyki. Pod warunkiem, że siedzą mi w konwencji.

[…] literowy całości siedzi tutaj – dla […]

My właśnie wróciliśmy z Malty z naszym prawie rocznikiem i to juz nasze 4 wakacje razem. Jak na razie tylko Europa ale jak tylko bedzie większy ruszamy dalej. Jak na razie jest świętym kompanem i mam nadzieje ze bedzie tylko lepiej. Tola świetna a ile miala wtedy lat?

paulinabasta.com

Yeah! Trzymam kciuki. W Japonii Tolls miał niecałe 4 latka. Prawie jak dorosłość 😉

Super wpis ! W japońskiej kulturze, każdy musi odegrać swoją rolle jak najlepiej. Sprzedawca musi być miły i uprzejmy, a nie jak u nas zła baba z kiosku. Klient musi zachowywać się jak przystało na klienta. Nie ma problemów i nie porozumień.